top of page

Wartościowanie.



Otacza nas i przenika Światło, które jest wszystkim, harmonizuje najdrobniejszą cząstkę Wszechświata i prowadzi do Jedynego celu. Jak więc możliwe, że tak wiele nam się nie udaje, że tak wiele jest cierpienia, wojen, mordów, dyktatur?

To pytanie to puls cywilizacji od tysięcy lat. Ta fundamentalna dwoistość jest jednak paradoksalnie siłą napędową rozwoju ludzkości. Szukamy odpowiedzi, bo to pytanie o sens życia, czasu, świata. Wyczuwamy, że poza tym, co powierzchowne i namacalne kryje się o wiele więcej. Głęboko zakorzeniona w człowieku tęsknota za czymś nieokreślonym i cudownym, ukryta pod warstwami podświadomości, sięgająca do nadświadomości i jeszcze dalej, jest osią naszych trwających cale życie poszukiwań; spina wszystkie nasze doświadczenia, każdą przeżytą chwilę. Bolesne napięcie między tym co jest, a tym czego pragniemy, między przeszłością a przyszłością, między „tu” a „tam”. XVII-wieczny naukowiec i filozof, Blaise Pascal powiedział o człowieku, że jedną nogą jest w niebie, a drugą stoi na ziemi. To właśnie rozdarcie decyduje o tym, że jesteśmy ludźmi.

Ludźmi, ze wszystkim słabościami, nie rozumiejący siebie, czyniący wbrew sobie, miotani sprzecznymi impulsami. Chcemy „dobrze”, a robimy „źle”. Później usprawiedliwiamy się przed sobą, znajdujemy argumenty popierające nasze stanowisko, albo odwrotnie, karcimy się w nieskończoność, nurzając w myślach pełnych poczucia winy. W ten sposób ściągamy uwagę do zewnętrznych granic naszej istoty, zapominając o tym, czym naprawdę jesteśmy. Dopiero wracając do Jedności znajdujemy ukojenie. Jedność jednak musi być świadoma, wzbogacona o pamięć jak to jest, gdy nie jest się Jednością.

Czy już dostrzegasz, Czytelniku, jaka jest odpowiedź na pytania postawione na początku tego tekstu?

Rozpad na „zewnątrz” i „wewnątrz” odpowiada zdarzeniom opisywanym przez kreacyjne mity zawarte we wszystkich Pismach i odnoszące się do stworzenia świata: pierwotna Jedność (pierwotna energia) przechodzi w dwoistości: dobro i zło, niebo i piekło, ogień i wodę, yin i yang… Bardziej naukowo możemy to wyrazić tak: energia dzieli się na ładunki tworzące wibracje, te z kolei budują czasoprzestrzeń. Układy wibracji mają tendencję do samoporządkowania się, czyli do polaryzacji, co jest równoznaczne z przemieszczaniem się energii, z nadawaniem jej określonego zwrotu. Rozszerzanie się i rozdzielanie ma swoje przeciwieństwo (inaczej mówiąc – parę) w tendencji do łączenia się. W filozofii Dalekiego Wschodu, tao (przeciwieństwo yin i yang) łączy się z koncepcją przemian: świat nie jest statyczny, funkcjonuje w ciągłym ruchu, w którym rożne elementy przenikają się i przechodzą jedne w drugie, zgodnie z pewnymi prawami. Te prawa są jak wzorce wydarzeń, mogące się powielać w nieskończoność w małej i dużej skali - jak fraktale, układające się w czasie, i same tworzące czas (najnowsze osiągnięcia fizyki mówią o tym, że przestrzeń i czas nie są jakimś statycznym tłem dla rzeczy i procesów: odwrotnie, rzeczy i procesy właśnie tworzą przestrzeń i czas; czas będący miarą ilości wydarzeń, nie płynący sam dla siebie; gdyby wszystko było niezmienne – nie byłoby czasu). W ten sposób podział Jedności (energii wymiaru) to czas i przestrzeń, których dziełem jest ewolucja. Zachodzące zmiany mają swój określony kierunek: wystarczy popatrzeć na drzewo które rośnie (nigdy nie maleje) albo uświadomić sobie, jak bardzo rozwinęła się technologia komputerowa przez ostatnie 20 lat. Wzorce ewolucyjne określają miejsce wydarzeń w czasie i ich przebieg, są sztywnymi ramami, nieubłaganymi nadzorcami wszystkiego, co się wydarza. Na rozumieniu konsekwencji tych wzorców opiera się astrologia i numerologia. Na odkrywaniu praw, wzorców rządzących Wszechświatem opiera się, czy tego chcą, czy nie chcą ortodoksi – cała nauka. Do tego dochodzi spirala ewolucyjna, bo zmiany przechodzą w cykle wstępujące na coraz wyższe stopnie drabiny rozwoju. Co ciekawe, to komuniście Marksowi przypisuje się filozoficzne podstawy takiego spiralnego rozwoju.

W każdej chwili istnieje możliwość „wyjścia’ z tej utartej koleiny rządzonej przez wzorzec ewolucyjny. Można to nazwać Oświeceniem, dotarciem na szczyt. Myślę, że to miał na myśli Jezus, mówiąc: „Ten, kto chce iść za mną, musi umrzeć dla świata”. Takie „wyjście” wymaga jednak wielkiego szczęścia, inaczej mówiąc, odpowiedniego zbiegu okoliczności, albo wielkiej odwagi. Albo obu tych rzeczy na raz. Chyba, że w przyszłości zmieni się cały wzorzec i od tej pory takie procesy będą przebiegać inaczej. Do tego jednak potrzebna jest głęboka zmiana społeczna i cywilizacyjna, zmiana w świadomości.

Czy więc jesteśmy w niewoli potężnych bezdusznych wzorców? Co wówczas z naszą wolną wolą?

Kolejny dylemat filozofów podnoszony przez wieki egzystencji człowieka na tym świecie. Może jest tak, że wolna wola wykształca się właśnie w procesie radzenia sobie z wzorcami, gdy zewnętrzne „ograniczenie” przenika nas do tego stopnia, że zaczynamy rozumieć jego sens, jednocześnie przenikając w to „ograniczenie” i wówczas próbując je określać?

Gdzie zaczyna się i gdzie kończy więc droga do Jedności, jeśli wzorce ewolucyjne prowadzają nas po rożnego rodzaju bezdrożach, żebyśmy je wszystkie do końca poznali? To ten „magiczny” przełomowy punkt, którego nie można dokładnie wymierzyć ani opisać słowami. To miejsce, w którym to co namacalne, dostępne naszemu codziennemu, „materialnemu” doświadczeniu przechodzi w nieprzejawione, niepoznawalne trzeźwą logiką – w nieskończoność. Z tej perspektywy wszystko jest Jednością.

Prawdziwą równowagę wprowadzającą nas na tę drogę tworzy wszystko, jej efektem jest obraz otaczającego świata. Jeśli tej równowagi nie ma, układ nie istnieje, a my tracimy drogowskaz. Dlatego centrum energetycznym człowieka jest serce i energetyczne kanały między wymiarowe przezeń przechodzące. Punkt i nieskończoność to jedno, a reszta to obraz. Tak jak śmierć i życie to jedno (samadhi). Jezus wszak zmartwychwstał. Nauczmy się żyć na tej granicy. W równowadze. Wtedy… przekroczymy wszelkie granice. Przestaniemy oceniać co dobre i co złe.

A może inaczej? Od razu, nieprzygotowani jeszcze do drogi, przestańmy oceniać i wartościować. Porzućmy przeszłość i przyszłość, zacznijmy żyć tu i teraz. To podstawa drogi do świadomości. I nie potrzeba na jej początku żadnych wyższych umiejętności. Obserwujmy i rozkoszujmy się życiem. Wtedy, wydaje się, że zupełnie do tego nieprzygotowani zobaczymy kierunek Światła. I to właśnie sztuka którą powinniśmy opanować.

Być albo nie być? Oto jest pytanie. Myślę – być!

126 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page